sobota, 24 stycznia 2009

To się tak nie da!


Wszystko ma swoje granice i mój stan zdrowia chyba właśnie je przekroczył. Nie mówię tu o zdrowiu psychicznym, bo ono od dawna nie mieści sie w żadnych normach. Moje problemy zdrowotne większości wydają się zabawne, ale mnie już dawno przestały bawić. Bo jak tu cieszyć się życiem, gdy cała twoja energia nagle znika?


Nie raz miałem ochotę przykryć się kołdrą po uszy i przespać caly dzień, ale życie nie będzie na mnie czekało. Wykładowcy nie przełożą specjalnie dla mnie terminu egzaminu, ani czas się nie zatrzyma. Całe szczęście, że na ćwiczeniach można mieć po dwie nieusprawiedliwione nieobecności i dzięki temu nie muszę odbrabiać zajęć na dyżurach. Mam nadzieję, że tak pozostanie i w drugim semestrze.


Najgorsze jest to, że moje dolegliwości pojawiają sie w najmniej odpowiednim momencie, gdy właśnie się gdzieś spieszę, gdy mam coś do zrobienia na mieście, albo gdy ktoś na mnie czeka. Najgorsze są później tłumaczenia spóźnień wywolujące u wszystkich uśmiech na ustach, a mi na prawde nie jest do smiechu.


Gdyby istniał jakiś cudowny specyfik na moją chorobę, wydałbym fortunę, aby go zdobyć i aby to wszystko wreszcie się skończyło. Trzech specjalistów i masa badań, przepisywanych leków nie dały żadnych efektów. Zmęczenie chorobą potęgowane było ciągłymi konsultacjami i szukaniem jakiegoś rozwiązania. I jak pielegnować w sobie wspominaną przez niektórych radość życia, jak na swojej drodze ma się tak wielką przeszkodę.


Jedynym ostatecznym rozwiązaniem jest badanie inwazyjne, którego wynik może być zatrważający. Chyba właśnie dlatego się na nie nie decyduję, bo wolę żyć w błogiej nieświadomości i nie zamartwiać się niepotrzebnie czymś, na co i tak nie mam wpływu. Ale wiem, że prędzej, czy później bedę musiał zrobić te badania i będzie to pewnie jedna z najnieprzyjemniejszych rzeczy, jakie mnie w życiu spotkaja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz