Nie zaglądałem tu już pół roku, ale chyba nadszedł ten moment, że trzeba wrócić na stare śmiecie. Nie wiem, na ile starczy mi zapału, ale mam nadzieję, że na jak najdłużej. Tematów do opisania nazbierało się co niemiara i znów stoję przed tylematem, której opcji się trzymać? Czy trzymać się kurczowo jakiejś dziedziny, czy pisać o wszystkim. Myślę, że ten problem sam się rozwiąże w niedalekiej przyszłości.
Przez te pół roku, wbrew pozorom wiele się działo w moim życiu, a w szczególności od maja. Moja lokalna kariera polityczna rozwija się w zawrotnym tempie. Zostałem pełnomocnikiem wyborczym podczas wyborów do europarlamentu oraz przewodniczącym Obwodowej Komisji Wyborczej. Mam zagwarantowane pierwsze miejsce na liście w przyszłorocznych wyborach do rady miasta w swoim okręgu, co dzięki poziomowi poparcia PO równoznaczne jest z mandatem radnego. Poza tym nadzoruję tworzenie strony internetowej mareckiego koła, publikuję newsy w necie, no i będę szefem samorządowej kampanii wyborczej w Markach, więc pewnie znów zostanę pełnomocnikiem wyborczym. Wielu wyśmiałoby to, że chwalę się takimi osiągnięciami, jednak jak dla mnie, dwudziestojednoletniego studenta, który działa w szeregach partii zaledwie kilka miesięcy to mimo wszystko duży sukces.
Przez ten czas zacząłem też dorabiać na poważnie, dzięki czemu spędziłem 2 tygodnie w Moskwie, o których mógłbym napisać ciekawą książkę. No i prawie zaliczyłem sesję (ostatni egzamin 7 września). Chyba trop moskiewski będzie narazie gościł na tej stronie, bo naprawdę jest o czym pisać. I nie chodzi tu o zabytki, ale o życie zwykłych ludzi. Jaką karę muszą płacić na życie w swojej ukochanej stolicy, w osiemnastomilionowym megapolis, w którym rzadko kto liczy się z drugim człowiekiem.
I teraz coś, co chyba przeważyło szalę mojego powrotu do pisania - śmierć cioci Ireny. Bolesny cios dla mojej Rodziny. Przyglądanie się na powolne, sześcioletnie umieranie w XXI wieku, w wieku postępu technicznego i medycznego, miniaturyzacji i elektronizacji. Mimo tak wielkiego skoku cywilizacyjnego, nic nie jest w stanie uratować ludzkiego życia od nowotworu, a bliscy mogą się przyglądać na cierpienie i czekać na ostatni moment. Walka Babci z rakiem trwała zaledwie półtora roku, cioci - sześć lat. Jednak ile czasu by ona nie trwała, dla bliskich jest zawsze nauką pokory na całe życie. [*]
czwartek, 6 sierpnia 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)
