Niestety, nie mam narazie pomysłu, jaką konwencję przyjąć na swoim blogu. Pewnie będą to kolejne wypociny sfrustrowanego nastolatka, oj, od pół roku już nie nastolatka. Ale cóż poradzić? Szczególnie, że sesja za pasem i trudno skupiać się na jakichkolwiek walorach artystycznych, gdy przed Tobą 6 egzaminów.
Dobrze, że znajdzie się jeszcze na świecie jakaś pomocna dłoń, która wesprze Cię czasem notatkami lub xerówkami jakiegoś tekstu, oczywiście nie za ładne oczy. Wyjątkiem, o którym warto wspomnieć jest Magdalenka, która jak już mi obiecała jakiś czas temu, przesłała wszystkie swoje materiały z pierwszego roku. Jak to dobrze mieć wtyki w starszakach.
A teraz, nie pozostaje mi nic innego jak zająć dobre miejsce w dokach startowych i rozpocząć batalię sesyjną. A jest o co walczyć, ale o tym może w innym poście. Dziś, może warto nadmienić, że mam za sobą już pierwszy falstart, który zwie się dumnie "kolos u Izoldy". Zdobyłem na gronie i cieżko opracowałem pytania dwóch grup, co dawało mi praktycznie pewne 5 i zwolnienie z późniejszego egzaminu. Jednak pech chciał, że dostałem na teście trzecią grupę, o której nie miałem zielonego pojęcia (a nawet bladego). Takim sposobem liczę na zwykła zalkę i rozpoczynam przygotowania do egzaminu u Sz.P. kierownika instytutu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz